ciąg dalszy ...

Oświacie, już tradycyjnie nie dofinansowanej, grozi strukturalna zapaść, szkoły masowo są zamykane, nauczyciele idą na bruk, a wszystko w sosie radosnej twórczości reformatorskiej kilku ostatnich ministrów, którzy rugując lekcje historii z ostatnich 2 lat szkoły średniej, zapracowali sobie - miejmy nadzieję, że kiedyś tak się stanie – na trybunał stanu.

Inwestowanie w przyszłość, czyli w badania naukowe, to kolejna pięta achillesowa III RP – jesteśmy pod tym względem na końcu europejskiego peletonu. A przecież nie wylecieliśmy sroce spod ogona, o czym mogą chociażby świadczyć światowe sukcesy polskich programistów.

W zakresie infrastruktury - kolejna katastrofa. Rozkład na kolei, brak inwestycji przeciwpowodziowych, a jeśli chodzi o autostrady, to lepiej spuśćmy litościwą kurtynę milczenia.

Ta ponura wyliczanka, a można ją niestety ciągnąć , nie oznacza, że nad Polską zawisło jakieś fatum. Nie szukając gdzieś daleko przykładów pozytywnych, odwołajmy się do własnych doświadczeń II RP. Tam też funkcjonowała gospodarka wolnorynkowa, co nie oznaczało, że państwo od problemów gospodarczych umywało ręce. Centralny Okręg Przemysłowy – kilkadziesiąt nowoczesnych zakładów zbudowanych w ciągu zaledwie kilku lat – to była realizacja wizji Eugeniusza Kwiatkowskiego. Zakłady te, pracujące głównie dla potrzeb wojska, ulokowano na terenie kielecczyzny i była w tym nie tylko myśl strategiczna, ale również społeczna – pojawiły się tysiące miejsc pracy. I perła w koronie wizjonera Kwiatkowskiego – Gdynia. Ta wioska rybacka po zaledwie kilkunastu laty od wbicia pierwszej łopaty stała się pięknym miastem, a port gdyński odnotował w roku 1938 największe przeładunki w całym basenie Morza Bałtyckiego.

I drugi wizjoner, tym razem samorządowy – prezydent Warszawy Stefan Starzyński. W ciągu kilku lat jego urzędowania stolica zmieniła się nie do poznania.

II RP nie była Arkadią, były poważne problemy do rozwiązania i uwag krytycznych też by nie zabrakło. Ale warto wiedzieć, że na drugiej pozycji - po wojsku – była w budżecie państwa oświata. I że Państwowe Zakłady Inżynierskie, to była europejska czołówka, a konstrukcje niektórych modeli samolotów( Łoś, Karaś) należały do najnowocześniejszych. I z kolejnictwem jakoś sobie poradzono, mimo że należało wymieniać tory: według rozkładu jazdy ludzie nastawiali zegarki.

To wyrywkowe zestawienie II i III RP – choć wszystkie informacje są prawdziwe – może się komuś wydać tendencyjne. Nie dbam o to, chodzi mi o zwróceniu uwagi na fakt, że od ponad dwóch dekad ludzie, którzy przejmują w rytmie wyborczym odpowiedzialność za los państwa i narodu, tak naprawdę albo reagują na okoliczności, albo zajmują się sami sobą. Nie powstały żadne wielkie projekty na miarę wizji Eugeniusza Kwiatkowskiego i odbijamy się od ściany do ściany, od wyborów do wyborów.

Czasy zapowiadają się niełatwe, pełzający kryzys gospodarczy to zaledwie preludium, najpoważniejszy problem, który nad nami wisi jak miecz Damoklesa, to bomba demograficzna. Tymczasem Polska w dryfie, a urzędujący premier dowcipkuje, że rząd nie będzie się wtrącał do spraw prokreacji, bo to zajęcie dla kogoś innego.