Przyglądając się od ponad dwóch dekad temu, co tornado dziejowe dokonało w naszej ojczyźnie i będąc niemal przez cały ten czas - co prawda w roli obserwatora – w centrum wydarzeń, trudno mi o przenikliwą analizę „biegu wydarzeń wartkich”. Bezspornie wyrwaliśmy się z obcęgów Wielkiego Brata, również bezspornie dokonaliśmy zmiany ustroju. Do plusów trzeba zaliczyć wstąpienie do NATO i – moim zdaniem już z nieco mniejszym entuzjazmem - do Unii Europejskiej.

 I na tym „plusy dodatnie” jakby się kończą, gdyż fakt, że w ciągu tych dwóch dekad nastąpił istotny wzrost gospodarczy, w konsekwencji którego Polska się zmieniła, stał się tak naprawdę za przyczyną odrzucenia gorsetu absurdalnego systemu gospodarczego, charakteryzującego się permanentnym niedoborem. Wystarczyło, że te okowy zostały wyrzucone na śmietnik historii, by niemal natychmiast ujawniła się przedsiębiorczość milionów Polaków – i to dzięki ich pracowitości i odwadze w podejmowaniu biznesowego ryzyka, nastąpił szybki wzrost krajowego PKB. Wpływ rządzących na ów gospodarczy sukces był, oględnie mówiąc, umiarkowany, natomiast lista grzechów niekompetencji, zaniechań, zaniedbań i powiedzmy wprost: ujawnionej i znacznie częściej nieujawnionej korupcji – jest, niestety, bardzo długa.

Zanim wymienione zostaną główne pozycje ze wspomnianej listy grzechów, niezbędna jest uwaga, że wiele wskazuje na to, iż potencjał prorozwojowy tkwiący w przedsiębiorczości Polaków powoli się wyczerpuje. Krótko mówiąc, bez właściwego impulsu ze strony władz państwowych, bez przemyślanego działania pro publico bono, opartego na czytelnej dla wszystkich wizji, czekać nas musi buksowanie i stagnacja – jeśli nie coś gorszego.

Zacznijmy od grzechów głównych III RP. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że tak zwane przekształcenia własnościowe doprowadziły do upadku polskiego przemysłu i nie chodzi mi o nieudolnie zarządzane, przestarzałe zakłady, ale o przedsiębiorstwa, które mogłyby z powodzeniem konkurować na rynku europejskim. Mam tu na myśli przede wszystkim stocznie. Szczecińska i Gdyńska – zaorane, Gdańskiej, ze względu na symbol, pozwolono funkcjonować na ćwierć gwizdka, ale zapewne do czasu, bo na tereny stoczni mają chrapkę deweloperzy. Przy okazji straciło pracę setki inżynierów kształconych przez kilka dekad w Politechnikach Gdańskiej i Szczecińskiej, a także tysiące wysokokwalifikowanych robotników(traserów, ślusarzy, spawaczy kadłubowych itp.). Ten potencjał wiedzy i doświadczenia został bezpowrotnie zmarnowany. Ale jedźmy dalej – Zakłady Cegielskiego, dzisiaj dogorywające, były wszak dumą II RP. Podobnie ZM Ursus, gdzie puste już dzisiaj hale wykorzystywane są do „Tańca z gwiazdami”. Również zakłady przemysłu elektrycznego i elektronicznego, wymagające implantacji nowocześniejszego know how, gdy poszły pod młotek, najczęściej przestały istnieć. Zostawmy przemysł, choć można by wymieniać długo i zakończmy ten wątek mało chwalebną konstatacją: w Polsce nie produkuje się dzisiaj ani jednego , dosłownie ani jednego  wyrobu, którym moglibyśmy się - jak chociażby Finowie Nokią – pochwalić przed światem.

O funkcjonowaniu aparatu sprawiedliwości właściwie nie ma co mówić – afera goni aferę, nieudolność prokuratury i dezynwoltura sądów okraszane są informacjami o dziwnych powiązaniach z szemranym biznesem, a wokół rozchodzi się zapaszek korupcji.